Posty

Zamiast wstępu

Ogarnąć zmianę

Obraz
Zmiana, rozwój, życie w zgodzie ze sobą - to chyba znak dzisiejszych czasów. Trochę jakby też próba połączenia dominujących trendów/tendencji tj.:
pędu dzisiejszego życia (więcej, dalej, wyżej, mocniej, bardziej, do przodu, do celu) z  nowo-modą na uważność w życiu, zwolnienie, docenianie chwil (żyj tu i teraz), a także kreowaniem wartości aktywności w swoim życiu i realnego wpływu na nie bez względu na bagaż przeszłości, społecznych uwarunkowań i historii oraz skutków modelu wychowywania sprzed iluś tam lat (sięgaj po marzenia, żyj w zgodzie ze sobą, bądź sobą, niech Twoja pasja stanie się pracą, znajdź pasję, odkryj ukryte talenty, żyj jak chcesz, "to charakterystyczne dla pokolenia Y"). Z jednej strony więc trochę moda, a trochę potrzeba i konieczność. A do tego ponoć wszyscy boją się zmian i zmiany są trudne ze swojej natury.

Tylko jak się do tego zabrać? Generalnie jest wiele możliwości dodatkowego wsparcia: coaching, motywacja lidera, trenera, afirmacje, terapia, książk…

Słabe i mocne strony

Obraz
O dawna w teorii wiedziałam i rozumiałam, że warto skupiać się na mocnych stronach i to jest to, na czym warto bazować (od)budowę własnej wartości... Tylko jakimś cudem do tej pory wydawało mi się to czarną magią, obcym językiem i czymś co tylko sprawiało mi dodatkowy kłopot i frustracje - hasło "znajdź swoje mocne strony" otwierało tylko kolejną wielką dziurę bezsilności i bezradności: " ale jak???".

To, żeby odwołać się do tego co lubię wcale nie pomagało... (no bo w sumie nie wiem co tak naprawdę JA lubię - i co moje a co inne i określone przez innych...).

I dzisiaj - przy okazji Dnia Ojca - doznałam olśnienia (czy też: oświecenia 😉): a gdyby tak te dostrzegane wady i słabe strony obejrzeć z drugiej strony, przez odbicie lustrzane i próbę znalezienia w nich plusów i tego co dobrego mi one robią/dają??

Do myślenia dało mi dzisiaj hasło na jednej z grup facebookowych, do których należę: "jakich miałyście ojców? jeden konkret, za co jesteście im wdzięczne?&qu…

Po co nam kryzysy?

Obraz
Kryzysy w życiu człowieka są jego nieodłącznym elementem. Już od najmłodszych lat towarzyszą nam "kryzysy rozwojowe", które wraz z dorastaniem stają się "kryzysami wieku" (włączając w to również i te tzw. egzystencjalne), a przeplatają je jeszcze "sytuacje kryzysowe". Wspólnym mianownikiem wszystkich tych kryzysów jest to, że jest to czas przejściowy, często (a może zawsze?) też połączony z pewnym regresem (cofnięciem po wcześniej wykształcone sposoby radzenia sobie, przeżywania, doświadczania), ale jednocześnie torującym drogę na nowe, na zmianę i krok rozwojowy. Taki kryzys, jak trudne sytuacje generalnie, może być bardzo cenną lekcją życia...

Brzmi dobrze i optymistycznie, ale jako pocieszenie w bólu i kryzysie to raczej marne pocieszenie. I trudne do dostrzeżenia i zawierzenia w danym momencie. Z resztą samo przechodzenie kryzysu też nie jest często liniowe, proste i krótkie. Tym łatwiej zatracić więc poczucie jego sensu i zrozumienie. Szczególnie gdy…

Cel życia

Obraz
Wraz z doświadczeniem silnego kryzysu, depresji/załamania (co nieco wspomniałam o tym doświadczeniu tu - klik!) i pierwszymi refleksjami dot. dotychczasowego życia (mój własny "rachunek sumienia"- klik!, a nieco więcej o kryzysie wieku tutaj - klik!) przyszło zwątpienie w życie, jego sens i brak celowości.

I z tymi myślami nadal wracają czasem doły i gorsze dni, które z jednego rozciągają się do kilku... Więc co i rusz poddaję się temu i odczuwam, rozmyślam, przeszukuję internet. I zarzucam, bo się poddaję, bo tracę siłę i łapię się na tym, że uczucia smutku i bezsensu za bardzo zaczynają mnie przytłaczać i wpędzać w czarną dziurę trudnych odczuć i myśli (a myśli potrafią osłabić, jak już pisałam - klik!). I tak do kolejnych "gorszych dni"...

A (po)rady internetowe w tym wszystkim wcale nie pomagają . Momentami nawet tylko dołują bardziej... (o mojej ocenie schizofrenicznej rzeczywistości tutaj - klik!)

A trafiam najczęściej na takie przekonania i wskazówki:
żyj z p…

Po 30-stce, 40-stce, czy 50-tce?

Obraz
"Życie zaczyna się po...." - i można wpisać taki wiek z zerem, jaki akurat przypasuje 😉 Takich artykułów dedykowanych kryzysom wieku w necie znaleźć można bardzo dużo. I każdy znajdzie pocieszenie jakiego akurat szuka. No bo przecież trzeba patrzeć w przyszłość pozytywnie! A przynajmniej tak warto...

A takie kryzysy wieku to ponoć norma w życiu. Tego ok. 30-stki nie przechodziłam. Ale teraz, na chwilę przed 40 to chyba właśnie doświadczam. Tak do kompletu (o czym co nieco więcej np. tutaj - klik!). A może tak to właśnie wygląda? Z podsumowaniem życia, relacji, małżeństwa, roli matki, refleksją nad tym wszystkim?

Jeszcze nie tak dawno myślałam, że dotyczy to tylko tych zabieganych, korpoludków i/albo singli szukających swojej drugiej połówki (przepraszam za to stereotypowe podejście ale to tylko schemat i skrót myślowy, a nie moje uogólnione podejście do pracowników korporacji i/lub singli jako takich - żeby nie było! 😎 ) ... Ale nie. To proces dojrzewania, dorastania, wc…

Pierwsze podsumowania

Obraz
Od kilku dni zbieram się by o czymś ponownie napisać... Póki co jednak moje myśli nie kleiły się w całość, ani post..

Ale trafiłam na artykuł Wysokich Obcasów "W poszukiwaniu straconego czasu" (klik!) i tak mnie tchnęło: to jest właściwie TO, takie też kręcą mi się myśli i podsumowania dotychczasowego życia! Tylko, że bohaterka artykuły ma (miała, bo artykuł z 2012 r.) 28 lat, a ja 38... I przez chwilę nawet trochę się jeszcze bardziej podłamałam...

Ale tak - chyba nadszedł mój czas "poważnych" podsumowań dotychczasowego życia... I to chyba aż (już???) jego jakiejś połowy!?? Jak jeszcze coś takiego sobie człowiek uświadomi - to szok po całości, prawda? Jak nic - usiąść i się załamać...

Będzie dłuuuuugo.....

Bo tak chcąc dzisiaj już podsumować swoje dotychczasowe życie to na pierwszy rzut od razu myślę i "widzę", że:
- nie mam żadnych osiągnięć, kariery,- nie mam zainteresowań, pasji,- bez celu/celów na życie, - wykształcenie wyższe, ale z wiedzy ze studió…

(z) Dzieckiem być...

Obraz
... i czuć tę czystą radość, beztroskę i niespożytą energię 💗 Piękne czasy. Tymczasem często dzieci chcą być szybciej dorosłe... a potem dorośli być znowu dziećmi - ot, taki paradoks 😆

Wszystkiego radosnego z okazji Dnia Dziecka - dla wszystkich małych i dużych dzieci! 🌼
Pielęgnujcie w sobie wewnętrzne dziecko jak najdłużej  - szczególnie w odczuwaniu świata i pozytywnej energii 💗 
***

A z przyziemności muszę niestety przyznać się, że moje wymyślone postanowienie wdrożenia regularnej praktyki (klik!) trochę się chyba dalej odsuwa w czasie... bo już np. wczoraj nie praktykowałam NIC a NIC, a i dzisiaj póki co też TYLKO 15 min "wdzięczności"... A może to praktyka prokrastynacji? To takie modne teraz określenie...  😊

EDIT 3.06.2018 r.
Nie dawały mi spokoju myśli, że ten post nic tak naprawdę nie wniósł do mojego projektu (nieco więcej o projekcie- klik!) i powstał tylko po to, by dochować regularności wpisów oraz sprawozdać się z postanowienia praktyki medytacji....

I akurat…

Myślenie osłabia

Obraz
Tak, tak, tak!

Za dużo myślenia szkodzi, komplikuje.

Bo nic nie jest czarno-białe, nic nie jest jednoznaczne, życie stawia wiele pytań, wątpliwości rodzą wątpliwości, jedna myśl pociąga za sobą kolejne wątki, one kolejne pojedyncze myśli, obrazy, skojarzenia, mądrości, schematy myślowe, interpretacje i oceny, analizowane, planowanie, marzenie lub myślenie życzeniowe... I tak tworzy się chaos myśli, gonitwa.

A rozumowe podejście to nie odczuwanie i odczuwanie świata, to nie te pierwotne emocje, a często sztuczne, wtórne - bo narzucone przez myśli.

Ostatnio na kolejnym spotkaniu w ramach kursu Mindfulness usłyszałam: "strasznie dużo myślenia w tym Twoim odczuwaniu". I faktycznie coś w tym jest. Może to ucieczka od napływu emocji? Chęć tłumaczenia sobie różnych emocji, wkładania ich w wygodne i znajome ramy, porządkowanie, upychanie, racjonalizowanie? Nie jestem pewna... Ale coś może być na rzeczy. Z resztą o podobnych spostrzeżeniach już pisałam niedawno w kontekście trudnych e…

Tak, ale...

Obraz
Szklanka jest do połowy pełna czy pusta? Odpowiedź na to pytanie podobno odzwierciedla sposób postrzegania świata przez odpowiadającego - pozytywny lub pesymistyczny. Nie raz spotkałam się z takim definiowaniem tego pytania...

Ale przecież ta szklanka jest w połowie pełna iw połowie pusta (kolejność przypadkowa)! Jest to i to, jest tak i tak. Jak z resztą w życiu i jego postrzeganiu. A skrajność raczej nigdy nie jest dobra. I również w podejściu do życia. I ocenianiu życia i decyzji innych.

I tak odnośnie mojej sytuacji rozwodowej, ale i wcześniejszych kryzysów tych mniejszych i większych też słyszałam dużo rad i wskazówek o tym, jak "powinnam" myśleć i co robić, a mianowicie np.:
zmień myślenie, podejście do sytuacji,rozmowa zawsze pomaga,doceń swojego męża,zamiast narzekać, zrób coś (pominę już radę w stylu "bo facet to lubi ciepłą kolację"), tak już jest świat skonstruowany,pamiętaj o dziecku (ku mojemu zaskoczeniu raz usłyszałam nawet: "zniszczycie córce życ…

Ocena i rada

Obraz
Ocenianie innych jest jak kolejny automat. Interpretacje, dopowiadanie, przypuszczenia. Ludzie są prędcy do wyciągania wniosków i dopowiadania na podstawie fragmentarycznych informacji i obserwacji. Akcja-reakcja. Traktując swój sposób interpretacji jako "logiczne wyciąganie wniosków" i/albo "oparcie się na swoich doświadczeniach, bo 'już to przechodziłam/przechodziłem" zapominają, że to co produkują na poziomie myślowym to subiektywna ocena i przypuszczenia, oparte tak naprawdę na własnym światopoglądzie, wartościach i przez pryzmat swojego ego i własnych doświadczeń, często przeplatanych grupowymi stereotypami. I często wtedy radzą...

A tak naprawdę to nie słuchają, nie przyjmują innej historii jako odrębnej rzeczywistości i możliwej odmienności.

A radzić każdy chce. Bo skoro już doświadczył, wyszedł z "podobnej" sytuacji zwycięsko, dostał pozytywne wzmocnienie otoczenia i utwierdzenie, że dobrze zrobił i dobrze prze-myślał - to czuje, że "wie …

Czucie a rozumienie

Obraz
Jakbym ostatnim postem (klik!) wykrakała przebieg kolejnego spotkania Mindfulness... Praktykowaliśmy z trudnymi emocjami. I niby to tylko było wprowadzeniem, namiastką... to posypałam się i rozpadłam... A myślałam, że tylko aktorzy umieją przywoływać uczucia by emocjami grać na scenie/w filmie!

I niby nie chodziło o jakieś bardzo trudne - tak mi się wydawało - zdarzenie i uczucie, ale jednak ciąg medytacji, jej prowadzenie i nagromadzenie się we mnie, narośnięcie tłumionych reakcji i odczuć, spowodowały moje .. popłynięcie. A nawet nie byłam "fizycznie" w tej sytuacji! Ale to tylko dowód na to, że świadomość i ciało pamięta... i że jest to pamięć trwała...

A sama reakcja emocjonalna godna WWO:  grad uczuć, plątanina myśli, trzęsące się ręce, napięcie głowy, spięcie mięśni, łzy... Smutek, złość, żal, poczucie straty, poczucie winy, bezsilność, wstyd... Wybuchowa mieszanka uczuć. I trudna. Choć do zrozumienia łatwiejsza. Do poczucia trudniejsza.

A że trudna w odbiorze to autom…