Posty

Zamiast wstępu

O projekcie

Obraz
O co tutaj chodzi?

O PROJEKT– wyzwanie, planowanie, nadawanie priorytetów,etapową realizację, zarządzanie, konfrontowanie się z przeciwnościami, wprowadzanie na bieżąco zmian i usprawnień, uczenie się na błędach i dążenie do założonych celów oraz... autoterapię 😊

i ...ŻABĘ- bo szczególnie znaczące w moim życiu stało się doświadczenie ‘syndromu gotującej się żaby’,  a także ‘uważność i spokój żabki’ w nurcie mindfulness, czy 'połykanie/zjadanie żab', które miały bezsprzeczny wpływ na mnie i moje życie TERAZ.
A wszystko to w otoczeniu szeroko pojętego "błota"...


Czyli, podsumowując:
PROJEKT ŻABA – to postanowienie uporządkowania, poskładania w całość, uzupełnienia i spożytkowania posiadanej i zdobywanej na bieżąco wiedzy około-psychologicznej i własnych doświadczeń w celu rozprawienia się ze swoimi schematami i pokutującymi w aktualnym życiu "naleciałościami" (z rodziny, środowiska) by móc wykreować siebie na nowo w „tu i teraz” i na przyszłość.


Trochę taki …

Intuicja - co to takiego?

Obraz
"Wsłuchaj się w siebie", "słuchaj swojej intuicji", "intuicja wskaże Ci drogę" - jako przepis na lepsze, szczęśliwsze życie. Po mojemu, po Twojemu - w zgodzie ze sobą samym.

Tylko czym jest ta intuicja?

To wewnętrzny głos, myśli, które są pierwsze, emocjonalne - i dlatego prawdziwe.

Zanim zostaną zagłuszone i stłumione przez wszystkie "powinno się", "trzeba" itp., które często w sposób automatyczny uruchamiają się zanim jeszcze wewnętrzny głos dotrze do świadomości. Z wyrzutami sumienia - dla utrwalenia społecznego/rodzinnego systemu kontroli.

Ale to głos, którego warto słuchać. A wg niektórych - nawet trzeba, żeby żyć prawdziwie...

Tylko jak go usłyszeć, skoro silne automatyzmy są tak skuteczne? Ano - w ciszy. I w obecności sam na sam ze sobą. A to jednak dość rzadka sytuacja. Na co dzień jesteśmy pod wpływem wielu bodźców, cały czas... I dlatego antidotum na to ma być medytacja, uważność, praca oddechem i ciałem, odosobnienia, wyjazd…

Marzenia o rodzinie

Obraz
Posiadanie rodziny było dla mnie "naturalną koleją rzeczy" i jakimś celem czy krokiem na drodze życia. I oczywiście miała być ona "lepszą" niż moja własna, pochodzenia - z dwójką dzieci, wspólnymi zabawami, grami planszowymi, wycieczkami, wspólnymi rozmowami...

Ogródek, małe miasteczko - miało być dodatkiem. Ale  w marzeniach i wizjach też były.

Były zaręczyny. Nawet zaskakujące i romantyczne - w Sopocie, o poranku, z bukietem róż..., a w jednym kwiecie - pierścionek... Był też ślub i wesele. Miłe wspomnienia ❤️.

Chociaż już do pewnych aspektów w samym związku i tzw. byciu parą można by się "przyczepić". A przynajmniej one powinny dać do myślenia... Ale chyba przyjęłam wtedy perspektywę, że "widać, tak musi być" i "tak bywa", co z dnia na dzień obalało moje idealistyczne wyobrażenie o związku...

A potem rodzicielstwie.

Zaczęły się schody. I moje pierwsze głębsze frustracje, terapia.

I tak legło założenie posiadania drugiego dziecko. Bo…

A co z nazwiskiem?

Obraz
Prawie rok (hm, jak liczyć?) po rozwodzie zdecydowałam co z nazwiskiem po moim ex.

Początkowo nie miało to dla mnie w ogóle żadnego znaczenia. Nawet o tym nie myślałam. A gdy tylko takie pytanie pojawiało mi się w myślach, wydawało mi się oczywiste, że mam takie nazwisko jak moje dziecko...

Po roku jednak stwierdziłam, że skoro mój były mąż nie chciał ze mną tworzyć dalej rodziny i mieć mnie w niej (nazwisko!), to ja nie chcę tego=jego nazwiska 😎

A dodatkowym argumentem na utrzymanie tego to fakt, że córka jest już "wystarczająco duża", a i sam rozwód czy niepełna rodzina w dzisiejszych czasach nie jest tematem tabu, nawet wśród dzieci.

I tak - złożyłam wniosek do kierownika Urzędu Stanu Cywilnego o zmianę nazwiska i powrócenie do panieńskiego. I czekam na decyzję. A ma na to 30 dni... Bo teraz to chyba zależy ona już wyłącznie od przychylności danego osobnika czy rozwód jest wystarczającym "poważnym powodem". Niestety na powrót do swojego nazwiska po rozwodzie &q…

Zosia samosia

Obraz
Samodzielność vs samotność jako zaleta albo wada... Akurat w "I Cię nie opuszczę aż do ślubu" prowadząca wspomniała, że nie wyobraża sobie samotnego wyboru sukni ślubnej... i taka mnie naszła refleksja, że swoją suknię wybierałam ze świadkową, salę z przyszłym wtedy mężem, pozostałe "atrakcje" też... I chyba od zawsze w wyborach byłam samotna... albo raczej - samodzielna. I tak mi zostało.

Czy to dobrze? a może jednak źle?

Co i rusz trafiam na różnego rodzaju artykuły typu: "pozwól swojemu facetowi być samcem alfa", "mężczyźni lubią księżniczki" itp. ... co pobudza tylko jakiś mój wewnętrzny bunt. No bo kto ma mnie znać bardziej niż ja sama? Ale z drugiej strony... to sobie myślę, że w znaczących chwilach miło jest mieć przy sobie mamę albo chociaż przyjaciółkę...

Niestety swoją przyjaciółkę straciłam jakoś w 8 klasie szkoły podstawowej... a moja mama....  dziś np. powitała mnie zimnym "trzeba było pomyśleć" gdy zawiozłam swoją córkę n…

Matka samotna czy samodzielna?

Obraz
Jak dla mnie - samotna. Bo samodzielna to generalnie byłam zawsze, więc niewiele w tej kwestii zmieniło się w moim życiu. A dziecko nie jest "zapełniaczem" samotności.

Dla mnie przeciwieństwem samotności i wyznacznikiem jej braku to posiadania poczucia zrozumienia, wsparcia i towarzyszenia. W codzienności. I to nie rola dziecka. Więc dlatego uważam, że posiadanie dziecka nie może zapełnić tej samotności. Dla dorosłego - to tylko inny dorosły może dać takie zrozumienie i wsparcie. A tego właśnie mi brakuje. I pomimo, że rodzina pociesza, znajomi z pracy też... To jednak inny rodzaj wspierania. Chociaż i tak jestem wdzięczna za to, że je mam 🙂

A takiego prawdziwego wsparcia to w sumie nie miałam już długo wcześniej...

I można być samotnym w tłumie. I w małżeństwie.

A teraz to nawet i pozory się rozmyły - tj. Ci tzw. "wspólni znajomi". Chociaż oni w sumie jednak zawsze byli bardziej jego niż wspólni. Bo to on był i jest duszą towarzystwa, nie ja.

Ale nie mam poczucia…

Jeśli boisz się swojego męża

Obraz
... to znaczy, że zabrnęło "to" już za daleko.

Bo jesteś już jak zwierzak w klatce, który zaczyna bać się swojego żywiciela...

Chociaż nie stało się to, oczywiście z dnia na dzień. Bo zanim do tego doszło, nałożyły się inne okoliczności, inne sytuacje, które spowodowały Twoje wycofanie i "zdziczenie".

Aby zwierzaka doprowadzić do takiego stanu, wystarczy trzymać go tylko w klatce, bez żadnych przejawów zainteresowania, troski, czy uczucia. Jest zwierz - zabawka i jest Pan/i. W ograniczonej przestrzeni funkcjonowania, z odgórnie określonymi i mocno ograniczonymi możliwościami ruchu w ciągu dnia.

Na człowieka też tak to chyba działa.

I zanim się obejrzysz, jesteś już takim zdziczałym zwierzakiem... Pozbawionym ciepła, uczuć i przestrzeni. Aż zaczynasz się bać...

Usiłuję sobie przypomnieć, kiedy po raz pierwszy to poczułam. I chyba zaczęło się od obaw przed "poważnymi rozmowami", kiedy pojawiła się agresja słowna... Tzn. nie taka wypowiedziana w prost, ze z…

Niektórzy "po prostu" nie akceptują słabości

Obraz
Tak myślę. Że niektórzy -... chociaż akurat wywód zaczęłam od przemyśleń o swoim ex 😉 - nie akceptują słabości. Cokolwiek by to znaczyło.

I myślę, że nie jest to przypadek odosobniony. I wiele postaw można tak wytłumaczyć...

W tym chyba upatrywać powinnam też główny powód, dlaczego mój były mąż się poddał i zrezygnował. Bo nie umiał, albo nie chciał sobie poradzić z moją słabością - i nie tylko dlatego, że zachorowałam, ale i przez wzgląd na moją wrażliwość, niespieszne podejście do życia, brak "parcia na... cokolwiek". Gdyby go zapytać to pewnie podałby wiele innych powodów, bo nie raz o tym rozmawialiśmy (tzn. wymienialiśmy hasłami nasze niedopasowanie), ale podskórnie czuję, że o tę słabość właśnie chodzi... A ostatnio coraz częściej przekonuję się do trafności mojej intuicji...

Utwierdzam się w tym również obserwacją jak zadziała na niego pewna zawodowa "władza", którą uzyskał, pseudo-znajomości z/na tzw. służbowych "kolacjach" i "wyjściach&quo…

Wskazówki, których zabrakło mi przed rozwodem

Obraz
"Mądry Polak po szkodzie" - mówi słynne przysłowie. I się sprawdza. Również w tej sytuacji.
A czego  nie wiedziałam przed rozwodem, co mogłoby mi może pomóc łatwiej (łagodniej dla zdrowia) go przejść?

Po 1: ten, kto składa pozew o rozwód ma przewagę i dyktuje warunki przebiegu całej sprawy. → Początkowo, gdy jeszcze mąż zapytał o to, kto ma złożyć papiery, było mi to naprawdę obojętne. Tak bardzo tąpnęła mną ta decyzja, że mój zdrowy rozsądek stłumił szok i inne emocje. Choć z drugiej strony to nawet logiczne się wydaje, że jeśli to on "zachciał" rozwodu to i on składa papiery. Ale może to być też ryzykowne. Bo nawet w sytuacji "rozwodu bez orzekania o winie"to powód (tj. ten, co wniósł pozew) zyskuje taktyczną przewagę nad całym przebiegiem, a druga strona pozostaje tylko w roli tej, która ma się tłumaczyć. A to robi się naprawdę trudne, gdy - pomimo wstępnie zgodnych ustaleń - powód zmienia zdanie (bo np. znalazł się jakiś Wujek Dobra Rada)...
Po 2: od z…

Ulga a akceptacja

Obraz
Co i rusz we wpisach wspominam o uldze, poczuciu spokoju, dążenia do nich czy też po prostu odczuwania. Ale co to właściwie dla mnie znaczy?

Niech odpowiedzią będzie cytat z książki "Kłamstwa, którymi żyjemy" J. Frederickson, którą aktualnie czytam:

"Możemy (...) próbować pocieszać się złudzeniem. Ale jeśli zdecydujemy się zmierzyć z prawdą, nie chronić się przed bólem straty, tylko go przeżyć, doświadczamy uczucia podobnego do ulgi. Nie silimy się już na kłamstwa, nie odpychamy rzeczywistości, odpuszczamy. Nie chodzi o jakieś postanowienie, które mielibyśmy realizować wysiłkiem woli, ale o stan, który się pojawia i nas ogarnia."

i dalej:

"Czym jest poddanie się rzeczywistości? To po prostu akceptacja faktów. (...) Żałoba* przemienia nas w wezbrane strumienie smutku, które po prostu płyną przed siebie i nie wiadomo jaką obiorą drogę. Płyną i płyną, aż cały żal utonie w oceanie akceptacji. Nie można przyspieszyć tego procesu - strumień płynie tak szybko, jak moż…

Sinusoida

Obraz
Życie to wielka walka z trudnościami, które wciąż na nowo odradzają się w najróżniejszej postaci. Żyć to znaczy walczyć” - Witold Gombrowicz

Czy tak? Czy życie jest walką? A chorowanie na depresję zakłada codzienną walkę z każdym dniem do końca życia?

Wszędzie w okół hasła "walcz", "nie poddawaj się", "idź do przodu"...

A ja nie wiem jak się walczy. Nie nauczono mnie. Nie nauczyłam się. I życie też mnie tego nie nauczyło... To nie mój żywioł. To nie moja bajka. Rywalizacja, przepychanie się łokciami, walka o swoje, upór w dążeniu do...? Nie, dziękuję - ja się usunę na bok.

Niektórzy powiedzą, że przepuszczam tak życie przez palce. Że jestem obserwatorem a nie uczestnikiem.

Więc mam walczyć? Ale o co? Ale jak?

Bez siły. Zmęczona. Przytłoczona. Bez sensu. Przerażona dzisiejszym światem. W ciszy samotności... Więc jak?

Zaskakujący przy tym jest fakt, że pomimo pory roku to jest to jednak czas, kiedy sporo ludzi walczy z bezsilnością i zniechęceniem. Tak …